
I stało się! Gdy dzisiaj piję (zimną już) kawę i przyglądam się leżącemu obok mnie maluchowi, ciągle trudno jest mi uwierzyć! Niby miałam dziewięć miesięcy na przyzwyczajenie się do tej myśli, ale nadal fascynuje mnie, że udało nam się stworzyć coś tak idealnego!
15 kwietnia przez cesarskie cięcie przyszła na świat nasza Kruszyna- Hania. 51cm szczęścia powitało ten świat swoim krzykiem chwilkę przed południem. Sam poród wspominam dobrze, choć nie ukrywam, że nie jest to łatwe przeżycie. Jednak cały ból i strach w pełni zrekompensowała mi moja mała córeczka.
Zachodząc w ciążę nie myślałam, że najtrudniejsze z czym przyjdzie nam się zmierzyć to samotny pobyt w szpitalu po porodzie. Obecne obostrzenia nie pozwalały na żadne odwiedziny, więc spędziłyśmy trudne kilka dni same w szpitalu. Siła jest kobietą, jak mówią i to prawda, bo na oddziale obserwowałam wiele dziewczyn, które tak jak ja musiały same zmierzyć się z trudnymi początkami macierzyństwa, płaczem, karmieniem, opieką nad maluchem. To nie były łatwe chwile, ale powrót do domu zrekompensował nam wszystko.
Niesamowite brawa należą się wszystkim ojcom, na czele z moim dzielnym mężem, którzy stają na wysokości zadania i nie boją się pomóc mamie przy maluchu po powrocie do domu. Na szczęście mogłam liczyć na Jego pomoc we wszystkim.
Przez ostatnie dwa tygodnie, kiedy to udało nam się być w domu razem we trójkę, dzieliliśmy się kąpaniem, przewijaniem, kołysaniem w nocy i karmieniem. Początki jak wiadomo nie są łatwe, ale grunt to być razem!
Chciałabym przekazać każdej młodej mamie oczekującej swojego dziecka, by przygotowała się na ogromny zalew emocji, które będą nią targać po porodzie. Huśtawka hormonów to sprawa, która chyba najbardziej dała mi się we znaki, w szpitalu, ale i po powrocie do domu. Dziewczyny, pamiętajcie jesteśmy silne, ale łzy i gorszy nastrój po porodzie to normalna sprawa! Jesteśmy najlepszymi Mamami dla naszych dzieci, ale normalne jest, że się boimy i przeżywamy. Nie wstydźcie się o tym mówić!
